O autorze
Zawsze chciałem zajmować się projektowaniem graficznym i uprawiam ten zawód od dwudziestu lat. Projektuję znaki graficzne, okładki książek, identyfikacje wizualne, opakowania, plakaty. Dyplom obroniłem na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie w pracowni Macieja Urbańca, mistrza polskiej szkoły plakatu. W pierwszych latach po studiach wraz z przyjaciółmi prowadziłem małą galerię Z.O.O specjalizującą się w grafice i plakacie. Zabrakło nam chyba wytrwalości by przetrwać z tym ambitnym pomysłem wczesny kapitalizm. Potem, wiele lat w sieciowych agencjach reklamowych projektowałem kampanie reklamowe dla największych światowych marek. Założyłem też butik kreatywny Zaraz, w którym m.innymi wymyśliłem nazwę Orlen. Od 2001 jestem dyrektorem kreatywnym i współwłaścicielem Brandy Design, firmy zajmującej się tworzeniem wizerunków firm, marek i produktów czyli tzw.brandingiem. Od klilku lat prowadzę też na Wydziale Wzornictwa pracownię projektowania.

Co wynika z wyników?

Nie wiem czy ogłaszanie konkursów otwartych wynika z przekonania, że ilośc zamieni się w jakość czy z fałszywie pojętego egalitaryzmu, że „śpiewać każdy może”,

Nie chcę tu pisać wyłącznie o sprawach branży ale tym razem nie mogę sobie odmowić. Wraz z zespołem Brandy Design wzięliśmy udział w konkursie na logo Muzeum Narodowego. Od kilku dni są wyniki, poprawne ale niezbyt zaskakujące. Określilbym to rozwiązanie jako graficzny „bezpieczny mainstream”. Jako komentarz załączam logo Muzeum Sztuki Nowoczesnej w Medelin, które wczoraj do mnie przyszlo w poczcie zupełnym przypadkiem i z innej okazji. Absolutnie nie chcialbym sugerować plagiatu - podobieństwo rozwiązań, w dzisiejszych czasach globalnej wymiany, jest bardzo prawdopodobne i często się zdarza.Trochę jak z teorią konwergencji czy kongenialności - że dzidę albo łódź wynalazly równolegle, nie kontaktujące się ze sobą cywilizacje na odpowiednim szczeblu rozwoju. To temat na osobny tekst.
Ciągle jeszcze w Polsce jest tak, że najważniejsze to w ogóle wiedzieć o konkursie
a terminy są często absurdalnie krótkie. Świadczące o tym, że wielu ludzi wciąż myśli, że znak projektuje się tak krótko, jak się na niego czasem patrzy A przecież, jeśli się robi to na poważnie, jest to, najkrócej mówiąc, proces poszukiwania formy adekwatnej do treści.I musi trwać. Nasze propozycje, też podobne! są na FB. Jak na tryb otwarty konkursu, jego termin i harmonogram mogło być dużo gorzej. Dobre i to. Generalnie uważam, że tego typu zlecenia nie są tematami na konkursy otwarte. Zalew przypadkowej i amatorskiej produkcji często utrudnia tylko wybór. Tak bylo z konkursem na logo Sejmu, i logo Muzeum Sztuki Współczesnej. Tak czy owak „deregulacja” w naszym zawodzie istnieje od dwudziestu co najmniej lat i dziś trudno sobie wyobrazić, że były czasy, kiedy chcąc kupić cienkopisy trzeba było mieć legitmacje czlonka ZPAP albo z lękiem poprosić w kolejce starszego kolegę o przysługę. By było jasne - nie tęsknie za tą epoką ale naprawdę trzeba czas jakiś uprawiać ten zawód by umieć przewidzieć i zbudować system identyfikacji takiej skomplikowanej marki jak Zachęta czy Muzeum Narodowe, nie tylko spójny wewnętrznie ale też wspóltworzący jej nowoczesny i zgodny z programem wizerunek a zarazem samoistnie mogący się rozwijać wraz z rozwojem instytucji.
Nie wiem czy ogłaszanie konkursów otwartych wynika z przekonania, że ilośc zamieni się w jakość czy z fałszywie pojętego egalitaryzmu, że „śpiewać każdy może”, swoistego populizmu, bo ogłąszając powszechny konkurs na logo można pokazać, że się coś robi nic nie robiąc czy może z lęku, że trzeba ponieść ryzyko ograniczenia puli i niewielkie koszty zaproszenia profesjonalnych projektantów. Przedstawiciele wielu instytucji publicznych w Polsce wciąż zdają się nie wiedzieć, że w tej sferze zostały wypracowane przez organizacje branżowe jak BEDA czy ICOGRADA pewne światowe standardy konkursów, nie dlatego, że takie było ich widzimisię, tylko dlatego, że jest to suma sumarum efektywne i korzystne dla organizatorów.
Trwa ładowanie komentarzy...