O autorze
Zawsze chciałem zajmować się projektowaniem graficznym i uprawiam ten zawód od dwudziestu lat. Projektuję znaki graficzne, okładki książek, identyfikacje wizualne, opakowania, plakaty. Dyplom obroniłem na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie w pracowni Macieja Urbańca, mistrza polskiej szkoły plakatu. W pierwszych latach po studiach wraz z przyjaciółmi prowadziłem małą galerię Z.O.O specjalizującą się w grafice i plakacie. Zabrakło nam chyba wytrwalości by przetrwać z tym ambitnym pomysłem wczesny kapitalizm. Potem, wiele lat w sieciowych agencjach reklamowych projektowałem kampanie reklamowe dla największych światowych marek. Założyłem też butik kreatywny Zaraz, w którym m.innymi wymyśliłem nazwę Orlen. Od 2001 jestem dyrektorem kreatywnym i współwłaścicielem Brandy Design, firmy zajmującej się tworzeniem wizerunków firm, marek i produktów czyli tzw.brandingiem. Od klilku lat prowadzę też na Wydziale Wzornictwa pracownię projektowania.

Lupus czy Batman

Dla ludzkości zajętej własnymi problemami, zapatrzonej w laptopy „wilk” jest dziś raczej synonimem jakiegoś ukrywającego sie głęboko w ostatnich gąszczach zwierzęcego outsidera lub pechowca na wydeptanym w zoo wybiegu.

Właśnie z racji tego, że zajmuję się tzw brandingiem moim „zboczeniem zawodowym” jest oglądanie wszelkich logo, neonów , znaków firmowych, czytanie nazw i napisow reklamowych na samochodach, na ulicy, wszędzie.Dziś jechałem za firmą ochroniarską „LUPUS”.Nazwa brzmi pięknie, do kultury i tradycji się odwołuje. Ciekaw jestem ile osob, z tych chcących skorzystać z usług firmy, wie ,że Lupus po łacinie znaczy wilk.Ale nawet jeśli wiedzą - to co z tego? Czy „wilk” jest wciąż dla nas symbolem zwierzęcia groźnego i przebiegłego, jak dla Indian Dakota czy nawet jeszcze Hubalczykow ,”leśnych” czy Powstańców Warszawskich, na ogół pochodzacych z ziemiańskich rodzin, z tradycją myśliwską zawieszoną na ścianach? Bycie wilkiem, żbikiem czy rysiem coś dla nich jeszcze oznaczało. Dzisiejsi Hubalczycy - prawda, „hubal” to też bardzo leśny pseudonim, więc dzisiejsi „predatorczycy” zakonspirowani w blokowiskach nazywaliby się raczej Batman, Neo albo Punisher by desygnaty ich cech budziły odpowiednią grozę i emocję. Dla ludzkości zajętej własnymi problemami, zapatrzonej w laptopy „wilk” jest dziś raczej synonimem jakiegoś ukrywającego sie głęboko w ostatnich gąszczach zwierzęcego outsidera lub pechowca na wydeptanym w zoo wybiegu. No chyba, że chodziło o myśl Hobbesa, że „homo homini lupus” a ochrona jest po to by się nie pozagryzali.;)
Trwa ładowanie komentarzy...