Grafik nie jedno ma imię

Słysząc słowo design odmieniane przez wszystkie przypadki zastanawiałem się jak nazwać to czym się dziś zajmuję.Na świecie jest prosto:to graphic designer. Gdy studiowałem nazywało się to projektowaniem graficznym a światowym guru w tej dziedzine byl Henryk Tomaszewski. Bycie grafikiem wtedy, to było zarazem bycie komentatorem rzeczywistości kulturalnej, twórcą kultury, propagatorem stylu jak dziś dyktatorem mody.

Udany plakat czy okładkę książki komentowano, naśladowano. Budziły emocje. Z czasem, otwartość i pozornie łatwa dostępność tego zawodu sprawiły, że pod pojęciem „ grafik” zaczęto rozumieć niedokształconego znawcę kilku, najczęściej nielegalnie używanych, programów graficznych, który ma tylko zrealizować cudze świetne pomysły. W biznesie zawód ten został przesunięty do sfery wykonawczej gdyż niewielu grafików jest w stanie podjąć merytoryczną dyskusję z zarządzającymi marką i zrozumieć ich potrzeby. Praca grafika stała się w najlepszym razie elementem brand design. W brandingu, ostatnimi laty spopularyzowało się u nas to pojęcie, czyste projektowanie graficzne jest tylko jednym z wielu, obok strategii, public relations i innych działań budujących wizerunek danej marki. Bez rozumiejącego język współczesnej komunkacji projektanta graficznego wciąż jest jednak trudno stworzyć jakąkolwiek nowoczesną markę. Walka o przestiż tego zawodu trwa.Stowarzyszenie Twórcow Grafiki Uzytkowej czyli STGU prowadzi ją ze zmiennym szczęsciem.
Trwa ładowanie komentarzy...