O autorze
Zawsze chciałem zajmować się projektowaniem graficznym i uprawiam ten zawód od dwudziestu lat. Projektuję znaki graficzne, okładki książek, identyfikacje wizualne, opakowania, plakaty. Dyplom obroniłem na Wydziale Grafiki ASP w Warszawie w pracowni Macieja Urbańca, mistrza polskiej szkoły plakatu. W pierwszych latach po studiach wraz z przyjaciółmi prowadziłem małą galerię Z.O.O specjalizującą się w grafice i plakacie. Zabrakło nam chyba wytrwalości by przetrwać z tym ambitnym pomysłem wczesny kapitalizm. Potem, wiele lat w sieciowych agencjach reklamowych projektowałem kampanie reklamowe dla największych światowych marek. Założyłem też butik kreatywny Zaraz, w którym m.innymi wymyśliłem nazwę Orlen. Od 2001 jestem dyrektorem kreatywnym i współwłaścicielem Brandy Design, firmy zajmującej się tworzeniem wizerunków firm, marek i produktów czyli tzw.brandingiem. Od klilku lat prowadzę też na Wydziale Wzornictwa pracownię projektowania.

Turkuć podjadek w białym winie pięknie zapakowany.

Długo zastanawiałem się czy coś napisać o tym; czasem warto odczekać by zobaczyć czy pierwsze wrażenie jest takie samo jak drugie. Niestety, nowe logo PZU nieodmiennie kojarzy mi się z wpinaną w klapy faszystowską odznaką, tą samą, którą w ostatnich dniach wojny niektórzy naziści połykali ze strachu. To wrażenie wynika chyba z proporcji wnętrza bieli do obramowania i pływającej w tej bieli dość wyprostowanej litery Z, co przypomina swastykę. Podcięcia liter i światła między nimi przywołują ducha lat trzydziestych...

Dużo się nazbierało, bo i jeszcze więcej się dzieje. Kto to ogarnie?
Właściwie same pozytywy. Prawdziwy „Cud nad Wisłą” - otwarta autostrada
z Warszawy do Berlina. Dotychczas miałem wrażenie, stosując klasyczne śledcze pytanie qui bono?, że w GDDKiA ( czy jak tam się nazywa ta „czapa” zarządzająca naszymi pieniedzmi w sprawie autostrad), że tam działają „jacyś agenci wpływu ”, których zadaniem jest jak najbardziej opóźniać połączenie naszego pięknego kraju z europejskią siecią dróg. Hersztem tej grupy był z pewnością Cezary Grabarczyk:) A tu proszę - niespodzianka. Ale to tylko dygresja, to nie moja dziedzina. Za to nowe logo PZU - owszem.
Tak to jest ze znakami graficznymi, że stając się powszechne i publiczne, stają się zarazem cześcią naszego życia, naszej kultury i dziedzictwa. Widzieliśmy je tyle razy, umawialiśmy się pod takim neonem, wpłacaliśmy na książeczkę z tym logo - ba! nawet niektórzy robili z nim reklamy! I gdy ktoś nagle przychodzi i nam to zmienia, i uważa, słusznie zresztą, że to jego prawo to trochę tak, jakby coś zabierał, jakby trochę okradał, jakby coś niszczył. Podobne uczucie bezradności miałem obserwując barbarzyńskie przeróbki warszawskich kawiarni, niszczenie mozaiki z talerzy czy stolików z lat 60 tych w kawiarni Milano. Ale cóż, takie są prawa rynku i rzeczywistości. Rebranding PKO był potrzebny i mam wiele sympatii do Michała za podejście z szacunkiem do jego starego logotypu i stworzenie swego rodzaju pomostu pomiędzy starym a nowym w tej zmianie, a także za rozmowy i przypomnienie szerszej publiczności osoby Karola Śliwki.
Wrócmy jednak na chwilę do logo PZU. To zupełnie inna historia. Długo zastanawiałem się czy coś napisać o tym; czasem warto odczekać by zobaczyć czy pierwsze wrażenie jest takie samo jak drugie. Niestety, nowe logo PZU nieodmiennie kojarzy mi się z wpinaną w klapę, faszystowską odznaką, tę którą w ostatnich dniach wojny naziści połykali ze strachu. To wrażenie wynika chyba z proporcji wnętrza bieli do obramowania i pływającej w tej bieli dość wyprostowanej litery Z, co przypomina swastykę. Podcięcia liter i własnie światła między nimi przywołują ducha lat trzydziestych. Ma on także wiele z tonacji i proporcji , przedwojennego w końcu, znaku BMW.

Nie rozumiem tego, bo nie widzę powodu, dla ktorego miałby do modernizmu znak ten się odwoływać. Bardzo byłbym ciekaw jak wypadło to w badaniach, bo pewnie takie były robione. Nie znaczy to, bym był zwolennikiem absolutyzowania badania focusowych albo pozwalania, by ich wyniki zastępowały własną myśl, doświadczenie projektanta czy strategię marketingową, jednak tak, jak nie dadzą one prawidlowej odpowiedzi na pytanie czy coś jest ładne czy brzydkie, tak mogą dać odpowiedź na pytanie, które z trzech pokazanych, najbardziej pasuje do założeń, które jest np.najbardziej przyjazne lub przeciwnie, najbardziej wrogie. Przypuszczam, że na efekt końcowy złożyły się tu życzenia różnych sił z działu marketingu z ambicjami dyrekcji i autora. Moim zdaniem efekt całości dość sztywny i wbrew założeniu mało przyjazny, z nierozpoznawalnym Rewińskim bez brody.
Nawiązując do modernizmu, którego echa w tym znaku usłyszałem, to „duch międzywojnia” unosi się od wczoraj również nad Zachętą a właściwie przechadza się po niej. Otwarta w poniedziałek wspaniała wystawa „Sztuka Wszędzie” - opus magnum odchodzącego rektora Piwockiego, daje po raz pierwszy chyba po wojnie, a na pewno po raz pierwszy na taką skalę, obraz myśli twórczej z kręgów warszawskiej Akademii Sztuk Pięknych od pierwszych lat jej istnienia do końca wojny. Nie wnikając tu czy jest to obraz spójny, czy różnorodny, z pewnością wszyscy, którzy się paramy projektowaniem - czy to przedmiotu czy grafiki użytkowej, jesteśmy poniekąd dłużnikami przedstawionych na wystawie autorów. Kapitalne i nowoczesne okładki książek, przedmioty, meble, plakaty, można jedynie ubolewać, że wszystko to zalegało dotąd i zalega nadal magazyny muzealne zamiast stać się fundamentem stałej ekspozycji polskiego Muzeum Designu, o którym wróble ćwierkają ale cicho i pokątnie. Dzięki świetnie zrobionej przez pracownię Daniela Zielińskiego ekspozycji wreszcie można stworzyć sobie jakieś wyobrażenie sławnego Pawilonu Polskiego na Wystawie Światowej w 1925 roku!
Gdyby, nie daj Boże, jakiś kibic, zechciał dowiedzieć się o Polsce czegoś więcej niż tego, że mamy piękne stadiony a rządzi nimi Grzesiu, co nie lubi Bońka, to jest to doskonale przygotowana do tego wystawa.
Przejdżmy jednak od, bądź co bądź, obrazu przeszłości na wystawie w Zachęcie,
do obrazu przyszłości jaki można sobie stworzyć, przy okazji wystawy Wydziału Wzornictwa na ASP w Warszawie.
Można tam, jak co roku obejrzeć dorobek projektowy studentów i dyplomantów wydziału. Tam też mamy do czynienia z szeroko pojętym dizajnem: meblami, przedmiotami codziennego i niecodziennego użytku, plakatami, typografią, modą i opakowaniami, jakże jednak innymi. Wystawa ukazuje wielki wysiłek kadry uczelni, aby pomimo skromnych środków finansowych, prace studenckie osadzone były w rzeczywistości, rozwiązywały obecne lub wręcz nadchodzące problemy a nierzadko stanowiły potencjalną ofertę dla start’upów czy nawet rozwiniętego polskiego biznesu.Znakomita większość pracowni na Wzornictwie prowadzonych jest przez pedagogów czynnie działających zawodowo i odnoszących sukcesy w wykładanych przez siebie dziedzinach, co pozwala przenosić na bieżąco zdobytą praktykę na naukę zawodowych umiejętności absolwentów. W mojej pracowni pokazujemy w tym roku projekty opakowań kasz dla wymyślonej co prawda firmy Nasza Kasza, ale za to rzetelnie, jak na akademickie warunki, bo i w MillwardBrown i eyetrackerem przebadane; a także, wydrukowane w prawdziwej drukarni, serie opakowań na przekąski z pasikonika i mrówki w czekoladzie, świerszcze i inne insekty, nawiązujące do unijnego programu badającego możliwości zastępowania produktów mięsnych żywnością z hodowlanych insektów. Unia przeznacza na to kilka milionów euro. Wygląda na to, że obok gazu łupkowego, polską specjalnością mógłby stać się turkuć podjadek w bialym winie, bo i taką opcję studenci wzięli pod uwagę projektując opakowania.
Trwa ładowanie komentarzy...